sobota, 5 listopada 2016

Nowa Instrukcja Kongregacji Nauki Wiary dotycząca pochówku ciał zmarłych oraz przechowywania prochów w przypadku kremacji


Trumna z ciałem św. Jana Pawła II
Dobrze, że pojawił się ten dokument. Przypomina istotę chrześcijańskiego pogrzebu, zamyka również drogę różnym nadużyciom, o których coraz częściej się słyszało przy okazji kremacji (np w Szwajcarii można zamówić sobie biżuterię, która składa się ze skremowanych szczątków Zmarłych). 

Piękny jest ten moment, który mówi o Zmarłym chrześcijaninie jako o "dziecku łaski:

Kościół, który jak Matka towarzyszył chrześcijaninowi podczas jego ziemskiej pielgrzymki, ofiaruje Ojcu, w Chrystusie, dziecko Jego łaski i powierza ziemi jego śmiertelne szczątki w nadziei, że zmartwychwstanie w chwale
Liturgia pogrzebowa może stać się bardzo dobrym momentem ewangelizacyjnym. Nie tylko z powodu doświadczenia śmierci kogoś bliskiego, obecnego przy tym smutku czy refleksji nad własnym końcem. To jest ważne, ale doświadczenie to musi być wsparte pięknem liturgii pogrzebowej, która ukazuje nadzieję zmartwychwstania oraz otacza szacunkiem doczesne szczątki osoby zmarłej. Piękność śpiewu oraz znaków liturgicznych, homilia, okadzenie i pokropienie trumny - wszystko to może pomóc obecnym w przylgnięciu do Chrystusa, dawcy życia.

Przytaczam tekst Instrukcji

Instrukcja Ad resurgendum cum Christodotycząca pochówku ciał zmarłych
oraz przechowywania prochów w przypadku kremacji

1. Aby zmartwychwstać z Chrystusem, należy umrzeć z Chrystusem, należy “opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana” (2 Kor 5,8). W instrukcji Piam et constantem z dnia 5 lipca 1963 roku, ówczesne Święte Oficjum ustanowiło, by “wiernie dochowywać zwyczaju grzebania ciał wiernych zmarłych”, dodając jednak, że kremacja nie jest “sama w sobie sprzeczna z religią chrześcijańską” i aby nie odmawiano już sakramentów i uroczystości pogrzebowych tym, którzy poprosili o kremację po śmierci, pod warunkiem, że wybór ten nie był podyktowany wolą “odrzucenia chrześcijańskich dogmatów, albo w duchu sekciarskim, albo też pod wpływem nienawiści wobec religii katolickiej i Kościoła”.1 Owa zmiana dyscypliny kościelnej została później wprowadzona do Kodeksu Prawa Kanonicznego (1983) oraz do Kodeksu Kanonów Kościołów Wschodnich (1990).

Tymczasem praktyka kremacji rozpowszechniła się znacząco w dużej liczbie krajów, ale jednocześnie rozpowszechniły się także nowe idee, sprzeczne z wiarą Kościoła. Po dokładnym wysłuchaniu Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych oraz licznych Konferencji Episkopatów i Synodów Biskupich Kościołów Wschodnich, Kongregacja Nauki Wiary uznała za właściwe opublikować nową Instrukcję, w celu potwierdzenia przyczyn doktrynalnych i duszpasterskich, dla których preferuje się pochówek ciał, oraz wydać normy dotyczące przechowywania prochów w przypadku kremacji.


2. Zmartwychwstanie Jezusa jest kulminacyjną prawdą wiary chrześcijańskiej, głoszoną jako zasadnicza część Tajemnicy Paschalnej od samych początków chrześcijaństwa: “Przekazałem wam to, co przejąłem: że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu” (1 Kor 15,3-5).

Przez swoją śmierć i zmartwychwstanie, Chrystus uwolnił nas od grzechu i dał nam dostęp do nowego życia: “Jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca, także i my możemy wkroczyć w nowe życie” (Rz 6,4). Ponadto, Chrystus zmartwychwstały jest początkiem i źródłem naszego przyszłego zmartwychwstania: “Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli...; i jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1 Kor 15,20–22).

Jeśli prawdą jest, że Chrystus wskrzesi nas “w dniu ostatecznym”, jest również prawdą, pod pewnym względem, że już zmartwychwstaliśmy z Chrystusem. Przez chrzest bowiem jesteśmy zanurzeni w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa i sakramentalnie do Niego upodobnieni: “jako razem z Nim pogrzebani w chrzcie, w którym też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił” (Kol 2,12). Zjednoczeni z Chrystusem przez chrzest, już teraz uczestniczymy w sposób rzeczywisty w życiu Chrystusa zmartwychwstałego (por. Ef 2,6).

Dzięki Chrystusowi w chrześcijaństwie śmierć ma znaczenie pozytywne. Kościół w liturgii modli się: “Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie”.2 Z chwilą śmierci dusza zostaje oddzielona od ciała, ale w zmartwychwstaniu Bóg przywróci niezniszczalne życie naszemu przekształconemu ciału, jednocząc je ponownie z naszą duszą. Również w naszych czasach Kościół wezwany jest do głoszenia wiary w zmartwychwstanie: “Zmartwychwstanie zmarłych jest wiarą chrześcijan: wierząc w nie nimi jesteśmy”.3


3. Idąc za starodawną tradycją chrześcijańską, Kościół usilnie zaleca, by ciała zmarłych chowane były na cmentarzu lub w miejscu świętym.4

We wspomnieniu śmierci, pogrzebania i zmartwychwstania Pana, tajemnicy w świetle której objawia się chrześcijański sens śmierci,5 pochówek jest przede wszystkim najbardziej odpowiednią formą wyrażenia wiary i nadziei w zmartwychwstanie ciała.6

Kościół, który jak Matka towarzyszył chrześcijaninowi podczas jego ziemskiej pielgrzymki, ofiaruje Ojcu, w Chrystusie, dziecko Jego łaski i powierza ziemi jego śmiertelne szczątki w nadziei, że zmartwychwstanie w chwale.7

Grzebiąc ciała wiernych zmarłych, Kościół potwierdza wiarę w zmartwychwstanie ciała8 i zamierza uwydatnić wysoką godność ludzkiego ciała, jako nierozłącznej części osoby, której historię to ciało współdzieli.9 Nie może zatem pozwolić na postawy i obrzędy, które uwzględniają błędne pojęcie śmierci, postrzeganej zarówno jako ostateczne unicestwienie osoby, jak i chwilę jej fuzji z matką naturą lub ze wszechświatem, jako etap w procesie reinkarnacji, lub też jako ostateczne wyzwolenie z ”więzienia” ciała.

Ponadto pochówek na cmentarzach lub w innych miejscach świętych właściwie odpowiada współczuciu i szacunkowi, jakie należą się ciałom zmarłych wiernych, które przez chrzest stały się świątynią Ducha Świętego i którymi, “jak narzędziami i naczyniami, w sposób święty posłużył się Duch Święty, aby dokonać wielu dobrych dzieł”.10

Sprawiedliwy Tobiasz wychwalany jest za zasługi zdobyte wobec Boga przez to, że grzebał zmarłych,11 a Kościół uważa pochówek zmarłych za dzieło miłosierdzia wobec ciała.12

Na koniec wreszcie pochówek ciał wiernych zmarłych na cmentarzach lub w innych miejscach świętych sprzyja pamięci i modlitwie za zmarłych ze strony rodziny i całej wspólnoty chrześcijańskiej, jak też czczenia męczenników i świętych.

Przez pochówek ciał na cmentarzach, w kościołach czy na terenach do tego przystosowanych, tradycja chrześcijańska strzegła wspólnoty między żywymi i umarłymi, i przeciwstawiała się tendencji ukrywania lub prywatyzowania wydarzenia śmierci oraz znaczenia, jakie ma ona dla chrześcijan.


4. Tam, gdzie przyczyny typu higienicznego, ekonomicznego lub społecznego prowadzą do wyboru kremacji - wyboru, który nie może być sprzeczny z jasno wyrażoną wolą zmarłego, lub z jego wolą niebezpodstawnie domniemaną - Kościół nie dostrzega przyczyn doktrynalnych, by zakazać takiej praktyki, jako że kremacja zwłok nie dotyka duszy i nie uniemożliwia boskiej wszechmocy wskrzeszenia ciała, a więc nie zawiera obiektywnego zaprzeczenia doktryny chrześcijańskiej na temat nieśmiertelności duszy i zmartwychwstania ciała.13

Kościół nadal preferuje pochówek ciał, jako że w ten sposób okazuje się większy szacunek zmarłym; kremacja jednak nie jest zakazana, “chyba że została wybrana z powodów sprzecznych z nauką chrześcijańską”.14

W przypadku braku motywacji sprzecznych z doktryną chrześcijańską, Kościół, po odprawieniu uroczystości pogrzebowych, towarzyszy w kremacji przez właściwe wskazówki liturgiczne i duszpasterskie, dokładając szczególnej troski, by unikać wszelkiego rodzaju skandalu czy obojętności religijnej.


5. Kiedy z uzasadnionych przyczyn dokonuje się wyboru kremacji zwłok, prochy zmarłego muszą być przechowywane z zasady w miejscu świętym, czyli na cmentarzu, lub jeśli trzeba w kościele albo na terenie przeznaczonym na ten cel przez odpowiednie władze kościelne.

Od samego początku chrześcijanie pragnęli, by ich zmarli byli obiektem modlitw i wspomnień wspólnoty chrześcijańskiej. Ich groby stawały się miejscami modlitwy, pamięci i zadumy. Zmarli wierni są częścią Kościoła, który wierzy we wspólnotę “tych, którzy pielgrzymują na ziemi, zmarłych, którzy jeszcze oczyszczają się, oraz tych, którzy cieszą się już szczęściem nieba; wszyscy łączą się w jeden Kościół”.15

Przechowywanie prochów w miejscu świętym może przyczynić się do zmniejszenia ryzyka odsunięcia zmarłych od modlitwy i pamięci krewnych i wspólnoty chrześcijańskiej. W ten sposób ponadto unika się możliwych sytuacji zapomnienia czy braku szacunku, jakie mogą mieć miejsce przede wszystkim po przeminięciu pierwszego pokolenia, jak również nieodpowiednich czy przesądnych praktyk.


6. Z wyżej wymienionych powodów przechowywanie prochów w miejscu zamieszkania nie jest dozwolone. Jedynie w przypadku ważnych i wyjątkowych okoliczności, zależnych od uwarunkowań kulturalnych o charakterze lokalnym, Ordynariusz, w porozumieniu z Konferencją Episkopatu lub Synodem Biskupów Kościołów Wschodnich, może udzielić zezwolenia na przechowywanie prochów w miejscu zamieszkania. Prochy jednak nie mogą być rozdzielane między poszczególne ogniska rodzinne i zawsze należy zapewniać im szacunek oraz odpowiednie warunki przechowywania.


7. Aby uniknąć wszelkiego rodzaju dwuznaczności o charakterze panteistycznym, naturalistycznym czy nihilistycznym, nie należy zezwalać na rozrzucanie prochów w powietrzu, na ziemi lub w wodzie albo w inny sposób, ani też przerabianie kremowanych prochów na pamiątki, biżuterię czy inne przedmioty, pamiętając, że w stosunku do tego typu postępowania nie można brać pod uwagę przyczyn higienicznych, społecznych czy ekonomicznych, które mogą prowadzić do wyboru kremacji.


8. W przypadku gdy zmarły notorycznie żądał kremacji i rozrzucenia własnych prochów w naturze z powodów sprzecznych z wiarą chrześcijańską, należy, zgodnie z prawem, odmówić przeprowadzenia uroczystości pogrzebowych.16


W czasie audiencji udzielonej w dniu 18 marca 2016 roku niżej podpisanemu Kardynałowi Prefektowi, Ojciec Święty Franciszek zatwierdził niniejszą Instrukcję, przyjętą podczas Sesji Zwyczajnej w tej Kongregacji w dniu 2 marca 2016 roku, i polecił ją opublikować.


Rzym, w siedzibie Kongregacji Nauki Wiary, 15 sierpnia 2016 roku, w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Gerhard Kard. Müller
Prefekt
Luis F. Ladaria, S.I.
Arcybiskup tytularny Thibica
Sekretarz


____________________
1. AAS 56 (1964), 822-823.
2. Mszał Rzymski, Prefacja o zmarłych, I.
3. Tertulian, De resurrectione carnis, 1,1: CCL 2, 921.
4. Por. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1176, § 3; kan. 1205; CCEO, kan. 876, § 3; kan. 868.
5. Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 1681.
6. Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2300.
7. Por. 1 Kor 15,42-44; Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 1683.
8. Por. Święty Augustyn, De cura pro mortuis gerenda, 3, 5: CSEL 41, 628.
9. Por. Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes, nr 14.
10. Por. Święty Augustyn, De cura pro mortuis gerenda, 3, 5: CSEL 41, 627.
11. Por. Tb 2, 9; 12, 12.
12. Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2300.
13. Por. Najwyższa Święta Kongregacja Świętego Oficjum, Instrukcja Piam et constantem, 5 lipca 1963: AAS 56 (1964), 822.
14. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1176, § 3; por. Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich, kan. 876, § 3.
15. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 962.
16. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1184; Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich, kan. 876, § 3.

Tekst za: https://press.vatican.va/content/salastampa/it/bollettino/pubblico/2016/10/25/0761/01683.html#POL

Nowa Instrukcja Kongregacji Nauki wiary dotycząca pochówku ciał zmarłych oraz przechowywania prochów w przypadku kremacji


Trumna z ciałem św. Jana Pawła II
Dobrze, że pojawił się ten dokument. Przypomina istotę chrześcijańskiego pogrzebu, zamyka również drogę różnym nadużyciom, o których coraz częściej się słyszało przy okazji kremacji (np w Szwajcarii można zamówić sobie biżuterię, która składa się ze skremowanych szczątków Zmarłych). 

Piękny jest ten moment, który mówi o Zmarłym chrześcijaninie jako o "dziecku łaski:

Kościół, który jak Matka towarzyszył chrześcijaninowi podczas jego ziemskiej pielgrzymki, ofiaruje Ojcu, w Chrystusie, dziecko Jego łaski i powierza ziemi jego śmiertelne szczątki w nadziei, że zmartwychwstanie w chwale
Liturgia pogrzebowa może stać się bardzo dobrym momentem ewangelizacyjnym. Nie tylko z powodu doświadczenia śmierci kogoś bliskiego, obecnego przy tym smutku czy refleksji nad własnym końcem. To jest ważne, ale doświadczenie to musi być wsparte pięknem liturgii pogrzebowej, która ukazuje nadzieję zmartwychwstania oraz otacza szacunkiem doczesne szczątki osoby zmarłej. Piękność śpiewu oraz znaków liturgicznych, homilia, okadzenie i pokropienie trumny - wszystko to może pomóc obecnym w przylgnięciu do Chrystusa, dawcy życia.

Przytaczam tekst Instrukcji

Instrukcja Ad resurgendum cum Christodotycząca pochówku ciał zmarłych
oraz przechowywania prochów w przypadku kremacji

1. Aby zmartwychwstać z Chrystusem, należy umrzeć z Chrystusem, należy “opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana” (2 Kor 5,8). W instrukcji Piam et constantem z dnia 5 lipca 1963 roku, ówczesne Święte Oficjum ustanowiło, by “wiernie dochowywać zwyczaju grzebania ciał wiernych zmarłych”, dodając jednak, że kremacja nie jest “sama w sobie sprzeczna z religią chrześcijańską” i aby nie odmawiano już sakramentów i uroczystości pogrzebowych tym, którzy poprosili o kremację po śmierci, pod warunkiem, że wybór ten nie był podyktowany wolą “odrzucenia chrześcijańskich dogmatów, albo w duchu sekciarskim, albo też pod wpływem nienawiści wobec religii katolickiej i Kościoła”.1 Owa zmiana dyscypliny kościelnej została później wprowadzona do Kodeksu Prawa Kanonicznego (1983) oraz do Kodeksu Kanonów Kościołów Wschodnich (1990).

Tymczasem praktyka kremacji rozpowszechniła się znacząco w dużej liczbie krajów, ale jednocześnie rozpowszechniły się także nowe idee, sprzeczne z wiarą Kościoła. Po dokładnym wysłuchaniu Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych oraz licznych Konferencji Episkopatów i Synodów Biskupich Kościołów Wschodnich, Kongregacja Nauki Wiary uznała za właściwe opublikować nową Instrukcję, w celu potwierdzenia przyczyn doktrynalnych i duszpasterskich, dla których preferuje się pochówek ciał, oraz wydać normy dotyczące przechowywania prochów w przypadku kremacji.


2. Zmartwychwstanie Jezusa jest kulminacyjną prawdą wiary chrześcijańskiej, głoszoną jako zasadnicza część Tajemnicy Paschalnej od samych początków chrześcijaństwa: “Przekazałem wam to, co przejąłem: że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu” (1 Kor 15,3-5).

Przez swoją śmierć i zmartwychwstanie, Chrystus uwolnił nas od grzechu i dał nam dostęp do nowego życia: “Jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca, także i my możemy wkroczyć w nowe życie” (Rz 6,4). Ponadto, Chrystus zmartwychwstały jest początkiem i źródłem naszego przyszłego zmartwychwstania: “Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli...; i jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni” (1 Kor 15,20–22).

Jeśli prawdą jest, że Chrystus wskrzesi nas “w dniu ostatecznym”, jest również prawdą, pod pewnym względem, że już zmartwychwstaliśmy z Chrystusem. Przez chrzest bowiem jesteśmy zanurzeni w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa i sakramentalnie do Niego upodobnieni: “jako razem z Nim pogrzebani w chrzcie, w którym też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił” (Kol 2,12). Zjednoczeni z Chrystusem przez chrzest, już teraz uczestniczymy w sposób rzeczywisty w życiu Chrystusa zmartwychwstałego (por. Ef 2,6).

Dzięki Chrystusowi w chrześcijaństwie śmierć ma znaczenie pozytywne. Kościół w liturgii modli się: “Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie”.2 Z chwilą śmierci dusza zostaje oddzielona od ciała, ale w zmartwychwstaniu Bóg przywróci niezniszczalne życie naszemu przekształconemu ciału, jednocząc je ponownie z naszą duszą. Również w naszych czasach Kościół wezwany jest do głoszenia wiary w zmartwychwstanie: “Zmartwychwstanie zmarłych jest wiarą chrześcijan: wierząc w nie nimi jesteśmy”.3


3. Idąc za starodawną tradycją chrześcijańską, Kościół usilnie zaleca, by ciała zmarłych chowane były na cmentarzu lub w miejscu świętym.4

We wspomnieniu śmierci, pogrzebania i zmartwychwstania Pana, tajemnicy w świetle której objawia się chrześcijański sens śmierci,5 pochówek jest przede wszystkim najbardziej odpowiednią formą wyrażenia wiary i nadziei w zmartwychwstanie ciała.6

Kościół, który jak Matka towarzyszył chrześcijaninowi podczas jego ziemskiej pielgrzymki, ofiaruje Ojcu, w Chrystusie, dziecko Jego łaski i powierza ziemi jego śmiertelne szczątki w nadziei, że zmartwychwstanie w chwale.7

Grzebiąc ciała wiernych zmarłych, Kościół potwierdza wiarę w zmartwychwstanie ciała8 i zamierza uwydatnić wysoką godność ludzkiego ciała, jako nierozłącznej części osoby, której historię to ciało współdzieli.9 Nie może zatem pozwolić na postawy i obrzędy, które uwzględniają błędne pojęcie śmierci, postrzeganej zarówno jako ostateczne unicestwienie osoby, jak i chwilę jej fuzji z matką naturą lub ze wszechświatem, jako etap w procesie reinkarnacji, lub też jako ostateczne wyzwolenie z ”więzienia” ciała.

Ponadto pochówek na cmentarzach lub w innych miejscach świętych właściwie odpowiada współczuciu i szacunkowi, jakie należą się ciałom zmarłych wiernych, które przez chrzest stały się świątynią Ducha Świętego i którymi, “jak narzędziami i naczyniami, w sposób święty posłużył się Duch Święty, aby dokonać wielu dobrych dzieł”.10

Sprawiedliwy Tobiasz wychwalany jest za zasługi zdobyte wobec Boga przez to, że grzebał zmarłych,11 a Kościół uważa pochówek zmarłych za dzieło miłosierdzia wobec ciała.12

Na koniec wreszcie pochówek ciał wiernych zmarłych na cmentarzach lub w innych miejscach świętych sprzyja pamięci i modlitwie za zmarłych ze strony rodziny i całej wspólnoty chrześcijańskiej, jak też czczenia męczenników i świętych.

Przez pochówek ciał na cmentarzach, w kościołach czy na terenach do tego przystosowanych, tradycja chrześcijańska strzegła wspólnoty między żywymi i umarłymi, i przeciwstawiała się tendencji ukrywania lub prywatyzowania wydarzenia śmierci oraz znaczenia, jakie ma ona dla chrześcijan.


4. Tam, gdzie przyczyny typu higienicznego, ekonomicznego lub społecznego prowadzą do wyboru kremacji - wyboru, który nie może być sprzeczny z jasno wyrażoną wolą zmarłego, lub z jego wolą niebezpodstawnie domniemaną - Kościół nie dostrzega przyczyn doktrynalnych, by zakazać takiej praktyki, jako że kremacja zwłok nie dotyka duszy i nie uniemożliwia boskiej wszechmocy wskrzeszenia ciała, a więc nie zawiera obiektywnego zaprzeczenia doktryny chrześcijańskiej na temat nieśmiertelności duszy i zmartwychwstania ciała.13

Kościół nadal preferuje pochówek ciał, jako że w ten sposób okazuje się większy szacunek zmarłym; kremacja jednak nie jest zakazana, “chyba że została wybrana z powodów sprzecznych z nauką chrześcijańską”.14

W przypadku braku motywacji sprzecznych z doktryną chrześcijańską, Kościół, po odprawieniu uroczystości pogrzebowych, towarzyszy w kremacji przez właściwe wskazówki liturgiczne i duszpasterskie, dokładając szczególnej troski, by unikać wszelkiego rodzaju skandalu czy obojętności religijnej.


5. Kiedy z uzasadnionych przyczyn dokonuje się wyboru kremacji zwłok, prochy zmarłego muszą być przechowywane z zasady w miejscu świętym, czyli na cmentarzu, lub jeśli trzeba w kościele albo na terenie przeznaczonym na ten cel przez odpowiednie władze kościelne.

Od samego początku chrześcijanie pragnęli, by ich zmarli byli obiektem modlitw i wspomnień wspólnoty chrześcijańskiej. Ich groby stawały się miejscami modlitwy, pamięci i zadumy. Zmarli wierni są częścią Kościoła, który wierzy we wspólnotę “tych, którzy pielgrzymują na ziemi, zmarłych, którzy jeszcze oczyszczają się, oraz tych, którzy cieszą się już szczęściem nieba; wszyscy łączą się w jeden Kościół”.15

Przechowywanie prochów w miejscu świętym może przyczynić się do zmniejszenia ryzyka odsunięcia zmarłych od modlitwy i pamięci krewnych i wspólnoty chrześcijańskiej. W ten sposób ponadto unika się możliwych sytuacji zapomnienia czy braku szacunku, jakie mogą mieć miejsce przede wszystkim po przeminięciu pierwszego pokolenia, jak również nieodpowiednich czy przesądnych praktyk.


6. Z wyżej wymienionych powodów przechowywanie prochów w miejscu zamieszkania nie jest dozwolone. Jedynie w przypadku ważnych i wyjątkowych okoliczności, zależnych od uwarunkowań kulturalnych o charakterze lokalnym, Ordynariusz, w porozumieniu z Konferencją Episkopatu lub Synodem Biskupów Kościołów Wschodnich, może udzielić zezwolenia na przechowywanie prochów w miejscu zamieszkania. Prochy jednak nie mogą być rozdzielane między poszczególne ogniska rodzinne i zawsze należy zapewniać im szacunek oraz odpowiednie warunki przechowywania.


7. Aby uniknąć wszelkiego rodzaju dwuznaczności o charakterze panteistycznym, naturalistycznym czy nihilistycznym, nie należy zezwalać na rozrzucanie prochów w powietrzu, na ziemi lub w wodzie albo w inny sposób, ani też przerabianie kremowanych prochów na pamiątki, biżuterię czy inne przedmioty, pamiętając, że w stosunku do tego typu postępowania nie można brać pod uwagę przyczyn higienicznych, społecznych czy ekonomicznych, które mogą prowadzić do wyboru kremacji.


8. W przypadku gdy zmarły notorycznie żądał kremacji i rozrzucenia własnych prochów w naturze z powodów sprzecznych z wiarą chrześcijańską, należy, zgodnie z prawem, odmówić przeprowadzenia uroczystości pogrzebowych.16


W czasie audiencji udzielonej w dniu 18 marca 2016 roku niżej podpisanemu Kardynałowi Prefektowi, Ojciec Święty Franciszek zatwierdził niniejszą Instrukcję, przyjętą podczas Sesji Zwyczajnej w tej Kongregacji w dniu 2 marca 2016 roku, i polecił ją opublikować.


Rzym, w siedzibie Kongregacji Nauki Wiary, 15 sierpnia 2016 roku, w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Gerhard Kard. Müller
Prefekt
Luis F. Ladaria, S.I.
Arcybiskup tytularny Thibica
Sekretarz


____________________
1. AAS 56 (1964), 822-823.
2. Mszał Rzymski, Prefacja o zmarłych, I.
3. Tertulian, De resurrectione carnis, 1,1: CCL 2, 921.
4. Por. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1176, § 3; kan. 1205; CCEO, kan. 876, § 3; kan. 868.
5. Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 1681.
6. Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2300.
7. Por. 1 Kor 15,42-44; Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 1683.
8. Por. Święty Augustyn, De cura pro mortuis gerenda, 3, 5: CSEL 41, 628.
9. Por. Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes, nr 14.
10. Por. Święty Augustyn, De cura pro mortuis gerenda, 3, 5: CSEL 41, 627.
11. Por. Tb 2, 9; 12, 12.
12. Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 2300.
13. Por. Najwyższa Święta Kongregacja Świętego Oficjum, Instrukcja Piam et constantem, 5 lipca 1963: AAS 56 (1964), 822.
14. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1176, § 3; por. Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich, kan. 876, § 3.
15. Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 962.
16. Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 1184; Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich, kan. 876, § 3.

Tekst za: https://press.vatican.va/content/salastampa/it/bollettino/pubblico/2016/10/25/0761/01683.html#POL

niedziela, 30 października 2016

Dlaczego obumiera wiara - intuicje sprzed ponad 35 lat

Luźne tłumaczenie fragmentów artykułu zamieszczonego w włoskiej edycji "Communio" z roku 1980.

"Wykrwawianie się wiary zaczyna się zawsze wtedy, gdy (z dowolnego powodu, czy to z racji upadku kulturowego, czy brakującego doświadczenia) kategoria daru (Chrystus, Duch, Kościół), jako obiektywnie obecnego i dominującego, zostaje zastąpiona jakąkolwiek inną kategorią subiektywną. Zastąpieniem najłatwiejszym, pozornie bezbolesnym (ponieważ nie jest ono poprzedzone żadnym ostrzeżeniem) jest to, które postrzega Chrystusa nie jako "dar", który otrzymujemy, lecz jako "przykład", który musimy naśladować. Jest to dewiacja pelagiańska, obecna zawsze jak zasadzka w życiu człowieka. Wymiana pomiędzy "Chrystusem - darem" a "Chrystusem - przykładem" pozwala na to, że człowiek kontynuuje szukać siebie samego, pragnie osiągnąć własną sprawiedliwość poprzez swoje czyny. Ten, kto czci "Chrystusa - dar" jest w stanie zaakceptować Kościół jako obiektywny depozyt daru, niezależnie i pomimo "złych przykładów" tych, którzy żyją w Kościele. Dla tego zaś, który w Chrystusie nie widzi nic więcej, aniżeli "przykład", Kościół, pełny złych przykładów, staje się podstawową obiekcją przeciwko Chrystusowi. Chrystus zredukowany jedynie do modelu i świadectwa moralnego prowokuje skandal chrześcijan samymi sobą, ponieważ nie wiedzą już co ich odróżnia od innych, którzy oferują taki sam, lub nawet lepszy "przykład", bez bycia chrześcijanami.
W ten sposób życie chrześcijańskie na początku zaczyna być dumnym moralizmem a następnie konsekwentnym laksyzmem z powodu pułapki w jaką się popadło. Taki brak koherencji moralnej zamyka i definiuje stopniową utratę wiary, która wydaje się być nieużyteczna do osiągnięcia ideału moralnego. W tym momencie obiektywne pomoce, jak wezwanie do miłosierdzia, które spoczywa w sakramencie, stają się bez znaczenia".

2. "Ten, kto do tej pory nie ma wiary, z trudnością odkryje w chrześcijaństwie młodzieńczy (w sensie żywotny) ruch, pewną obietnicę na lepsze jutro".

L’evangelizzazione cristiana e le nuove religioni. Una riflessione della redazione di Communio, in “Communio” 52 (1980), 51-62.

niedziela, 2 października 2016

Batalia o życie

Nasilająca się ostatnio debata społeczna dotycząca ochrony życia ludzkiego spowodowała, że w przestrzeni internetowej zderzają się ze sobą argumenty, wyzwalają się emocje, a również - ujawniają się zamysły serc.

Oczywiście, w wielu przypadkach dyskusja się zamyka w momencie, w którym strony wyjaśniają ich koncepcję początku życia ludzkiego. Jeśli dla kogoś poczęte życie jest jedynie "zlepkiem komórek" czy "zawartością brzucha", to niestety, rzeczowa wymiana zdań wydaje się niemożliwa i każdy pozostaje na swoich pozycjach. Może jedynie pomóc argument, że każdy z nas był przecież kiedyś takim "zlepkiem" i taką "zawartością" i nasze mamy umożliwiły nam ujrzenie tego świata na zewnątrz.

Przypomina mi się zasłyszana sytuacja związana z Profesorem Włodzimierzem Fijałkowskim, położnikiem i ginekologiem, byłym więźniem obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau (a więc świadkiem deptania godności ludzkiego życia). Jego postawie i działalności zawdzięcza życie wiele dzieci (Pan Profesor gościł w naszym Seminarium w Tuchowie w roku 2001, na dwa lata przed śmiercią. Dzielił się z nami swoją historią, tą wojenną, jak również działalnością w zakresie obrony życia poczętego). Otóż w pewnym domu młoda dziewczyna ukończyła 18 rok życia. W przypływie wdzięczności kupiła bukiet kwiatów, aby wręczyć go swojej mamie. I w tym momencie owa mama poprzez łzy miała powiedzieć do córki: "zanieś te kwiaty profesorowi Fijałkowskiemu". Tylko tyle i aż tyle. Bóg jeden wie jaka historia rozegrała się pomiędzy tą mamą a profesorem 18 lat wcześniej. Ale owoc był jeden, najistotniejszy: donoszona ciąża i życie córki, która zjawiła się u progu swej pełnoletniości z bukietem kwiatów.

Smutek ogarnia, kiedy do batalii przeciwko poczętemu życiu dołączają się katolicy. Osoba wierząca rozumie, że życie ludzkie rozpoczyna się w momencie poczęcia, a więc od tej chwili podlega ochronie tak samo, jak każda inna osoba. Nie potrafię zrozumieć tego zaciemnienia umysłów. W pewnym sensie jest to również "kamyczek do ogródka Kościoła". Można by zapytać językiem neokatechumenalnym: "kto Cię katechizował?!". W jaki sposób ktoś otrzymał sakramenty Kościoła bez rozeznania jego ducha, jego motywacji i przekonań. Bycie chrześcijaninem to nie jest przynależność do jakiejś organizacji dobroczynnej, lecz świadczenie o Jezusie Chrystusie, "Miłośniku życia". Kwestia ochrony życia poczętego nie należy do dziedziny dowolności, różnicy poglądów politycznych, do których przecież wszyscy mamy prawo (i dobrze wiemy, że w Kościele swoje miejsce znajdują zwolennicy różnych partii - i tak jest dobrze!). W momencie, gdy na szali jest ludzkie życie, to ten, kto postrzega siebie za chrześcijanina i w kim działa Duch Święty, ma jasność umysłu i sumienia. Zawsze będzie bronił życia od jego zarania. Czy będę się utożsamiał z linią tej czy innej partii, jeśli w grę wchodzi życie ludzie, to ta partyjność idzie w odstawkę. 

Pani dr Joanna Banasiuk z "Ordo Iuris" (instytucja, która jest wnioskodawcą - a nie kler czy PiS - projektu ws. ochrony życia poczętego) w merytoryczny sposób wyraziła argumenty przemawiające za pełną ochroną dziecka poczętego. Chciałbym przytoczyć kilka elementów tej wypowiedzi.

Po pierwsze to, że poczęte życie jest postrzegane jako DZIECKO, a więc osoba i jako takiej przynależy się troska Państwa: "Ochrona dzieci w prenatalnym okresie ich rozwoju". Okres prenatalny jest więc jednym z okresów życia dziecka, tak samo pełnoprawnym jak czas po narodzeniu. 

Drugi argument jest bardzo wymowny. Jeśli mamy do czynienia z osobą ludzką, to jak się ma aborcja do zrozumiałego  domagania się zniesienia kary śmierci? J. Banasiuk: "W czasie, gdy powszechnie odstępuje się od wymierzania kary śmierci za nawet najcięższe przestępstwa, na świecie miliony niewinnych dzieci jest zabijanych w majestacie prawa". Gdzie się podziali rzecznicy praw obywatelskich? Gdzie są obrońcy zwierząt, którzy (słusznie) pochylają się nad ich cierpieniem, ale nabierają wody w usta, gdy chodzi o poczęte życie. Tak samo ekolodzy, którzy potrafią organizować wielkie akcje społeczne, przykuwać się łańcuchami do drzew, blokować budowę dróg, a wobec ARCY-ANTY-EKOLOGICZNEGO aktu aborcji milczą!

Dziecku poczętemu nadaje się status obywatela, a więc i pacjenta: "[...] projekt potwierdza, że dziecku, które jeszcze przed urodzeniem jest adresatem opieki medycznej, przysługują prawa pacjenta, w tym realizowane w jego imieniu przez rodziców prawo do informacji". Poczęta osoba zostaje wydobyta z nieokreślonego statusu "czegoś" i otrzymuje godność "kogoś". Otrzymuje jedynie w znaczeniu językowym, ponieważ ontologicznie nigdy nie była jego pozbawiona. Stąd też akty aborcji, w ujęciu chrześcijańskim, są zawsze atakiem na ludzkie życie, na osobę z pełnią praw obywatelskich do ochrony, szacunku i pokojowej egzystencji.

Stąd też bierze swój początek ewentualne sankcjonowanie aktów aborcji. Kara nie jest spowodowana tym, że łamane są prawa kobiety ale dlatego, że łamane są prawa małej osoby ludzkiej, której się pozbawia szansy na życie. Zabójstwo jest zabójstwem, niezależnie czy czyn ten wymierzony jest w osobę dorosłą, małoletnią osobę czy poczęte dziecko. Dlatego też: "[...] projekt przywraca prawnokarną ochronę życia dziecka poczętego, w miejsce dotychczasowej ochrony bezosobowego „stanu ciąży”. Tym samym każdy zamach na życie dziecka poczętego, podobnie jak każdy zamach na życie człowieka w późniejszym okresie rozwoju, winien pociągać za sobą karną reakcję państwa".

Nie będą to spokojne dni. Każdy kryzys ma też tę funkcję, że ujawniają się zamysły serc. Wiele osób stanie w prawdzie przed sobą i przed innymi. Wobec niezmienności nauczania Kościoła w kwestii ochrony życia poczętego nie należy jednak odtrącać tych, którzy myślą inaczej. Ideałem byłoby spotykanie się razem na modlitwie i dyskusji, klękać razem przed Chrystusem i czerpiąc z Jego Ducha szukać dialogu. Kto, jak nie On zna lepiej cenę życia i śmierci. Tak, tej krzyżowej przede wszystkim, ale również jest Tym, który ocalał spod miecza siepaczy podczas rzezi niewiniątek w Betlejem. Jedynie On może nam przemówić do serca. 

O. Sylwester Pactwa CSsR

Cytaty za: Sejmowe przemówienie dr Joanny Banasiuk z 22 września 2016 r. prezentujące projekt ustawy „Stop aborcji”.
http://www.naszdziennik.pl/mysl/167187,kompromis-zabija.html

wtorek, 26 lipca 2016

Nocne myśli

Nie mogąc zasnąć zmówiłem kolejny pacierz. Myśli kotłują się w głowie: tej nocy, w tej chwili, co się dokonuje? Są pewnie myśli płynące do Boga, może ciche łkania, są miłosne wyznania i ciemne interesy.

I gdzieś na dnie serca przeraża prawdopodobieństwo, że w jakiejś szalonej głowie może dojrzewać decyzja by zabić, by znów uderzyć i przerazić. Tak wiele niewinnych ofiar, których istnienia zostały nagle przerwane. I byli wśród nich zapewne wierzący jak i nie, zginęli również muzułmanie. Podnoszą się dyskusje na temat Europy i Polski. Wiele niedomówień, a te rodzą nieporozumienia.

Chrześcijanin pyta się w sercu o to, w jaki sposób z jednej strony realizować ducha gościnności i pomocy, a z drugiej jak dbać o własny dom i bezpieczeństwo tych, których powierzono jego pieczy. Ziemia, dziedzictwo, ojcowizna, tradycja - wszystko to, co Boża opatrzność dała nam, jako Polakom przed wiekami, co stanowi o naszej tożsamości i sile. Łatwo w takiej sytuacji, gdy emocje również odgrywają rolę, popadać w skrajności: z jednej strony wrogie wobec obcych getto, a z drugiej w naiwną lewicową ideologię wielokulturowych społeczeństw, która ostatnio w sposób tragiczny weryfikuje swą słabość i nieodpowiedzialność jej heroldów.

Jedna rzecz na pewno "powiodła" się terrorystom: wzbudzili niepokój i strach. Ludzie stali się nieufni, patrzą jeden na drugiego z rezerwą i podejrzliwością.

Są takie momenty, kedy trzeba przyznać swoją bezradność: nie wiem jak potoczy się historia najbliższych miesięcy. Czy kolejne zamachy są kwestią czasu? A może Europa będzie musiała ze wstydem pożegnać się z polityczną poprawnością i w pokorze powrocić do swych korzeni, jak choćby do wielkiej Francji "Córy Kościoła". Może ten kryzys posłuży jakiemuś odrodzeniu? Czy i tym razem Polska odegra jakąś szczególną rolę?

środa, 11 listopada 2015

Kilka myśli na XXXIII Niedzielę Zwykłą

XXXIII niedziela zwykła, to przedostatnia niedziela roku liturgicznego. W czytaniach mszalnych w tych dniach daje się odczuć pewne napięcie, oczekiwanie. Stopniowo wyłania się z nich prawda o przewidzianym przez Boga ostatecznym losie świata i człowieka. Schyłek roku liturgicznego ma nam przypominać o naszym powołaniu do wieczności, o przemijalności i kruchości świata oraz naszych małych „światów”.

Dzisiejsze czytania, zarówno z Księgi Daniela, jak i z Ewangelii wg św. Marka kreśląc apokaliptyczne wizje pewnego końca, chcą nam powiedzieć, że istnieje kres wyznaczony przez Bożą opatrzność. Dzieje świata, tak bardzo zagmatwane i tragiczne, są – mimo naszych częstych wątpliwości – prowadzone przez Boga ku ostatecznemu celowi, ku pojawieniu się Jego królestwa.

Pierwsze czytanie dodaje nam odwagi – co jest zwłaszcza ważne w tym listopadowym okresie refleksji nad życiem i śmiercią, wspomnień naszych bliskich, którzy przekroczyli już próg wieczności – że zmartwychwstaniemy, że dobry Bóg po naszej śmierci pewnego dnia ponownie wypowie nad nami nasze imię, które jest przecież zapisane w księdze życia. Zawarta w tym czytaniu przestroga o możliwości wiecznego potępienia nie ma na celu straszenia nas, wpędzania w poczucie lęku i winy. 

Dojrzałość chrześcijańska przejawia się w świadomości, że będę musiał odpowiedzieć za moje czyny popełnione podczas życia. Czyny dobre będą wynagrodzone, za czyny złe, za grzechy i nieprawości muszę pokutować – czy to już tu na ziemi, czy też kiedyś, przed Bożym majestatem. Zawsze wraca do mnie wówczas ten obraz z katechez Izraela, że oto na sądzie ostatecznym anioł Boży ukaże mi ampułkę ze łzami osób, które przeze mnie płakały, którym zadałem ból i cierpienie. Nie możemy nigdy tracić z oczu tej perspektywy wieczności.

Ale to słowo, oprócz wymiaru pewnej przestrogi, jest również zachętą do świętego życia, opartego o sprawiedliwość i miłość, o przeżywanie swojej codzienności w pokorze i prostocie, w służbie Bogu i bliźnim, w uwielbieniu Boga za najprostsze przejawy Jego obecności. Żyjąc w ten sposób, nie będziemy lękali się przyszłości, będziemy szli ku wieczności z odwagą, jak po obiecaną nagrodę, jak na spotkanie z najukochańszą osobą – bo tak też w istocie będzie: w miłości Boga spełniają się i otrzymują doskonały wymiar wszystkie nasze ziemskie miłości, nasze ludzkie relacje przyjaźni, kochania, współczucia – oczyszczone i udoskonalone, wierzymy, że będą nam towarzyszyć. Zapowiedź sprawiedliwego sądu to również nadzieja na to, że Bóg ujmie się za wszystkimi, którzy niesprawiedliwie cierpią. Czasem, gdy bezradnie rozkładamy ręce, gdy oczy zroszone są łzami, gdy w gniewie zaciska się nasza pięść, bo tak reagujemy, to właśnie pamięć o Bożej sprawiedliwości, o tym, że jest kres zła wyznaczony przez Boga i również Jemu znany jest kres złoczyńców, przynosi nam ulgę i nadzieję.

Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii zachęca nas do czujności, do umiejętnego odczytywania znaków Jego nadejścia. Ale bądźmy ostrożni i nie popadajmy w naiwne profetyzmy. Z jednej strony Pan Jezus mówi, że tak jak obserwujemy świat stworzeń, przyrody (drzewo figowe) i na tej podstawie wyciągamy wnioski o czasie plonu, zbioru owoców, zmianie pory roku, to podobnie mamy obserwować wydarzenia, jakie dokonują się na świecie. Chrześcijanin, który opiera swoje życie na Bogu, znajduje siłę w intymnej relacji z Bogiem na modlitwie, w słuchaniu jego Słowa, w karmieniu się Najświętszą Eucharystią, będzie umiał rozeznać prawdziwe nadejście Pana. Będzie potrafił odrzucić fałszywe proroctwa, mające czasem pozory prawdy, i skupić się na tym jedynym przyjściu, na które przecież z utęsknieniem czeka. A z drugiej strony sam Chrystus zapewnia, że ten moment pozostanie na zawsze tajemnicą.

Wspaniałym utwierdzeniem nas w tej drodze jest również Psalm 16, który nazywamy mesjańskim, gdyż jego słowa odnoszą się do Chrystusa i w Nim znajdują swoje wypełnienie. To tych słów używa św. Piotr w swojej przemowie po zesłaniu Ducha Świętego: oto w Chrystusie spełnia się obietnica, że Sprawiedliwy nie pozostał w grobie, powstał z martwych. Z tego faktu wypływa dla nas nadzieja, że jest przygotowane każdemu z nas wieczne szczęście po Bożej prawicy, że pokornie ufając Bogu i opierając się o Niego, On sam będzie nas strzegł i nieustannie ukazywał nam ścieżkę życia pośród tylu innych, prowadzących ku śmierci.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Dzieciaki z 80-tych


Obudziłem się w świecie, który przestał być czarno-biały. To znaczy, on nigdy takim nie był... 

Przez łzy dostrzegłem wielość barw, złożoność spraw, niewytłumaczalnosć zdarzeń...  i tę samotność na barykadzie, gdzie przed chwilą było nas tak wielu.

Zbyt duża cena by trwać? Czy jest jeszcze inny świat? Obiecane Niebieskie Radości tlą się gdzieś na dnie. 

Dziecięce, majowe przyrzeczenia, szczere słowa rzucone Bogu do stóp. 

Ale potem przychodzi życie, a zbroja dziurawa i ekwipunek zbyt słaby, no i droga daleka. "Myślałeś: będzie prościej". "Zmutowane" chrzcielne DNA, bo życie, bo to i tamto. 

środa, 21 maja 2014

Święci - Dzieci Kościoła

Od kanonizacji dwóch Papieży minął już prawie miesiąc. Rzym, po przyjęciu ogromnej rzeszy pielgrzymów, powrócił do swojego rytmu, czyli i tak do bycia miastem zawsze tłumnie odwiedzanym. Kanonizacja była dla mnie na pewno ważnym przeżyciem, choć uczestniczyłem w niej niejako "od kuchni", pełniąc posługę w naszym kościele św. Alfonsa na Eskwilinie. Przez nasz niewielki przecież kościół przewinęło się w dniach kanonizacji kilka tysięcy pielgrzymów - w większości z Polski. Trzeba było być dla nich, "po to święcili".

Sam akt kanonizacji oglądałem w telewizji. To, co mnie w nim uderzyło, to określenie kandydatów do kanonizacji jako "wybrane dzieci". Termin ten pada podczas dialogu pomiędzy kardynałem proszącym o akt kanonizacyjny, a Ojcem Świętym.  Dlaczego wywarło na mnie to tak duże wrażenie? Ponieważ w tym momencie kwestią jakby drugorzędną było to jakie funkcje na ziemi spełniali Jan XXIII i Jan Paweł II. Byli księżmi, biskupami, papieżami - w porządku. Ale przede wszystkim byli Dziećmi Kościoła, zrodzonymi do wiary w sakramencie chrztu. I ten chrzest w nich zasiany, jak ziarnko gorczycy, wydał plon świętości. Te Dzieci Kościoła w momencie kanonizacji manifestują owoce, jakie zrodziło drzewo ich życia wiary. Dotarło do mnie ponownie to, co gdzieś się "wie", że każdy z nas jest na drodze do świętości. Każde z nas. Dzieci Kościoła, uzdalniane jest mocą chrzrtu i później innych sakramentów, liturgii oraz Słowa, aby coraz bardziej stawać się świętymi, "drugimi Chrystusami" - chrześcijanami w tym świecie. 

W obrzędach chrztu świętego, po udzieleniu sakramentu, następują tzw. obrzędy wyjaśniające. Niesamowite, jakże inaczej brzmią te słowa, gdy spojrzymy na nie z perspektywy kanonizacji; mając przed sobą Dziecko Kościoła, które przeszło już drogę na ziemi i w mocy sakramentu chrztu dostąpiło świętości.

Namaszczenie krzyżmem świętym:
Bóg wszechmogący, Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który cię uwolnił od grzechu i odrodził z wody i z Ducha Świętego, On sam namaszcza cię Krzyżmem zbawienia, abyś włączony w lud Boży, wytrwał w jedności z Chrystusem Kapłanem, Prorokiem i Królem na życie wieczne. Amen.

Włożenie białej szaty:
(N) Stałeś się nowym stworzeniem i przyoblokłeś się w Chrystusa, dlatego otrzymujesz białą szatę. Niech twoi bliscy słowem i przykładem pomagają ci zachować godność dziecka Bożego aż po życie wieczne. Amen.

Wręczenie zapalonej świecy:
Przyjmijcie światło Chrystusa. Podtrzymywanie tego światła powierza się wam, rodzice i chrzestni, aby wasze dziecko, oświecone przez Chrystusa, postępowało zawsze jak dziecko światłości, a trwając w wierze mogło wyjść na spotkanie przychodzącego Pana razem z wszystkimi Świętymi w niebie.

wtorek, 20 maja 2014

Dzisiejsza święta - La Storia di Chiara | Chiara Corbella Petrillo

La Storia di Chiara | Chiara Corbella Petrillo


Artykuł za: Nasz Dziennik - http://www.naszdziennik.pl/swiat/2264,oddala-zycie-za-syna.html



zdjecie
Zdjęcie: tumblr.com/ -

Oddała życie za syna

Środa, 27 czerwca 2012 (07:02)
Miała zaledwie 28 lat, ale swoim życiem przepełnionym miłością do Boga i człowieka, bezgraniczną wiarą w wartość Krzyża i pokorą wobec zdarzeń, których wraz z mężem musieli doświadczyć, Chiara Corbella Petrillo staje się dla nas drogowskazem w codziennym życiu. Podobnie jak św. Joanna Beretta Molla poświęciła swoje życie, by chronić życie poczętego dziecka. Jej pogrzeb odbył się 16 czerwca br., w uroczystość Najświętszego Serca Matki Bożej.

Można ją było spotkać u redemptorystów w rzymskim kościele św. Alfonsa Liguoriego; wraz z matką wyśpiewywała Bogu chwałę w tamtejszym chórze. Była pełna życia, miała mnóstwo planów, swoją radością zarażała innych.
Podczas pielgrzymki do Medjugorie poznała Enrico, swojego przyszłego męża. Pobrali się 21 września 2008 roku. Niedługo potem - pomimo "rozsądnych" wskazań otoczenia, by zaczekać i zadbać o karierę - cieszyli się poczęciem pierwszego dziecka. Podczas jednego z kolejnych badań USG młodzi rodzice dowiedzieli się, że dziewczynka, której oczekują, jest poważnie chora. W takiej chwili lekarze proponowali, by "zakończyć ciążę". Rodzice jednak ani na chwilę się nie zawahali. Wbrew obawom Maria Grazia Letizia przyszła na świat w sposób naturalny. Co prawda żyła zaledwie 30 minut, ale były to minuty przepełnione niezwykłą miłością. Rodzice zatroszczyli się o obecność kapłana, który zdążył ją jeszcze ochrzcić i przygotować na spotkanie z niebieskim Ojcem.

Krótko po tym zdarzeniu Chiara i Enrico powtórnie zostali rodzicami. Tym razem na świat przyjść miał chłopiec - Dawid Józef. Po kilku miesiącach okazało się, że chłopczyk nie ma nóg i również dotknięty jest śmiertelną chorobą. Nie poddali się i z jeszcze większą ufnością przygotowywali się do jego narodzin dla Nieba. Urodził się 24 czerwca 2010 r. i podobnie jak siostra został od razu ochrzczony, po pół godzinie był już w gronie świętych.
Po niespełna roku, 30 marca 2011 r., Chiara urodziła całkowicie zdrowego synka - Franciszka. I pewnie po ludzku można by wreszcie mówić o jakiejś rekompensacie, ukojeniu, gdyby nie fakt, że już wtedy od kilku miesięcy było wiadomo, iż Chiara cierpi na raka. Gdy kobieta usłyszała diagnozę, bez wahania podjęła decyzję o odsunięcia leczenia na czas po porodzie - by nie zaszkodzić maleńkiemu dziecku.

Pogrzeb Chiary

Piętnaście miesięcy później Chiara przegrała walkę ze "smokiem", jak mawiała o swojej chorobie, i 13 czerwca - w dniu, kiedy wspominamy Matkę Bożą Fatimską - dołączyła do dwojga swoich dzieci w Niebie. Nim odeszła, napisała list-testament do małego Franciszka.

"Idę do nieba, by zaopiekować się Marią i Dawidem, a ty zostaniesz tutaj z tatusiem. Będę się stamtąd za ciebie modlić. Pięknie jest mieć przykłady życia, które przypominają, że można dążyć do pełni szczęścia już tutaj, na ziemi, z Bogiem jako przewodnikiem. Wiemy, że jesteś wyjątkowy i masz wielką misję do spełnienia. Pan pragnął cię od zawsze i pokaże ci właściwą drogę, jeśli tylko otworzysz Mu swoje serce. Zaufaj Mu, bo warto!" - to między innymi te słowa znalazły się w jej przesłaniu do syna. Odczytał je publicznie jej mąż Enrico podczas ceremonii pogrzebowej 16 czerwca, w uroczystość Najświętszego Serca Matki Bożej.
Do rzymskiego kościoła Santa Francesca Romana przybyły na tę okoliczność rodziny z całego kraju, w szczególności młodzi z malutkimi dziećmi. Liturgię pogrzebową, podczas której wybrzmiewały pieśni skomponowane przez Enrico, koncelebrowało ponad 20 księży, obecny był również ks. kard. Agostino Vallini, wikariusz papieski dla diecezji rzymskiej.
Sama Chiara - zgodnie z jej wolą - ubrana była w suknię ślubną. Nic dziwnego - tuż przed śmiercią wysłała SMS do swojego proboszcza następującej treści: "Z zapalonymi pochodniami oczekujemy na przyjście Pana Młodego".
Podczas homilii o. Vito d´Amato, franciszkański spowiednik Chiary, nawiązał do ludzkich dylematów i ludzkiego sposobu postrzegania choroby i śmierci. Przywoływał pytania, które człowiek bardzo często stawia sobie w obliczu dramatów takich jak te, którym sprostać musieli Chiara i Enrico: "Boże, dlaczego akurat oni?", "Dlaczego tak małe dziecko?", "Boże, gdzie jesteś?". I mówił: "Kiedy przychodziło się do Enrica i Chiary, odkrywało się zupełnie inną mądrość. Odkrywało się nowe słowa. Rzeczy nigdy dotąd niesłyszane. "Gdzie jest napisane, że śmierć jest jedynie czymś potwornym?", "Gdzie jest napisane, że mieć upośledzone dziecko czy samemu cierpieć niepełnosprawność jest tragedią?", "Gdzie jest napisane, że umierać jest czymś strasznym?"".

Jak relacjonowali uczestnicy pogrzebu, cała uroczystość była hymnem na cześć Miłości i szczęścia, które dokonało się za sprawą wspaniałej rodziny, która żyjąc pełnią chrześcijańskiej wiary, mówiła swoje "TAK" aż po heroizm.
- Było nam dane przeżyć naprawdę pełnię życia. (...) Również poprzez życie naszych dzieci odkryliśmy, że nie ma większej różnicy, czy życie trwa 30 minut, czy sto lat. Wspaniale było odkrywać tę wzrastającą miłość za każdym razem, kiedy musieliśmy stawić czoła jakiemuś problemowi czy dramatowi. W rzeczywistości poprzez wiarę widzieliśmy, że za tym kryje się jakaś jeszcze większa łaska od Pana Boga. Stąd też coraz bardziej zakochiwaliśmy się w sobie nawzajem i w Jezusie. Ta miłość nigdy nas nie zawiodła - mówił w rozmowie z Radiem Watykańskim Enrico Petrillo.
Anna Bałaban

wtorek, 25 marca 2014

Kilka myśli na IV Niedzielę Wielkiego Postu

Liturgiczny okres Wielkiego Postu ma podwójny charakter: chrzcielny i pokutny. Jest to czas, w którym wszyscy, jako wspólnota Kościoła, wstępujemy na świętą górę Paschy. Ochrzczeni, poprzez pokutne praktyki, przygotowują się do odnowienia swych chrzcielnych przyrzeczeń, katechumeni natomiast, poprzez specjalne ryty i skrutinia, zmierzają do przyjęcia sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego podczas nocy paschalnej (por. List okólny o przygotowaniu i obchodzeniu Świąt Paschalnych, 6). W tym też kluczu katechetycznym napisane są poszczególne Ewangelie III, IV i V niedzieli Wielkiego Postu. Chrystus objawia się w nich jako „woda życia” (III), „światłość świata” (IV) oraz „zmartwychwstanie i życie” (V).

Oczywiście, choć większość z nas przyjęła sakrament chrztu świętego w dzieciństwie, a gwarantami przekazania nam wiary byli rodzice i chrzestni, to jednak czujemy potrzebę nieustannego odnawiania się w wierze, zstępowania do wód chrztu, aby jeszcze pełniej zrozumieć nasze chrześcijańskie powołanie. Temu służy właśnie okres Wielkiego Postu, jego bogata symbolika, odpowienie lektury biblijne, zewnętrzne znaki. Kościół zaprasza nas do wyruszenia w tę drogę, której zwieńczeniem będzie blask paschału przypominający i uobecniający tę noc, 

„która światłem ognistego słupa rozproszyła ciemności grzechu” i „uwalnia wszystkich wierzących w Chrystusa na całej ziemi od zepsucia pogańskiego życia i od mroku grzechów”.

Tej nocy, na którą czekamy, rozbrzmi ponownie radosne „Alleluja!”, a my będziemy mogli ponownie wyrzec się zła i odnowić naszą przynależność do Chrystusa.

Trzeba nam więc wsłuchiwać się w dzisiejszą Ewangelię, dać się przez nią dotknąć, skonfrontować, zidentyfikować się z tym ślepcem, który zostaje w cudowny sposób uzdrowiony przez Chrystusa. Co oznacza być niewidomym? Mogę tutaj tylko teoretyzować, próbować wyobrazić sobie, jak takie życie może wyglądać. Jakaś ogromna niepewność w stawianiu kolejnego kroku, poczucie krzywdy bycia okradzionym z piękna tego świata. Uporczywe poszukiwanie kogoś, kto mógłby tę ślepotę wyleczyć – chwytanie się każdej nadarzającej się okazji… Na płaszczyźnie czysto ludzkiej czy nie jest tak, że nasza umiejętność widzenia jest dla nas tak oczywista, że przestaliśmy praktycznie doceniać ten dar? Przyzwyczailiśmy się, że widzimy, że jesteśmy świadkami (świadek, to ten, który widział i może o tym zaświadczyć) tysięcy zdarzeń, nie zadziwiają nas zmieniające się pory roku, blask słońca, biel śniegu czy kwitnące kwiaty… Warto może czasem, zamiast narzekania, ucieszyć się tym, co mamy.

Ewangeliczny ślepiec symbolizuje człowieka, który bez światła wiary, bez spotkania z Chrystusem pozostaje niewidomy: nie widzi albo też nie widzi właściwie, jego obraz rzeczywistości jest zafałszowany. Sposób życia, działania, myślenia i mówienia takiego człowieka nie wypływa z relacji z Chrystusem, ale ma swoje źródło w osobistych przekonaniach i osądach. Jego natura jest bowiem zraniona grzechem pierworodnym i nie została jeszcze całkowicie uleczona. Trzeba w tym miejscu powtórzyć nauczanie Kościoła, mianowicie że grzech ma swoje skutki w życiu człowieka. Nie jest, jak to wielu pojmuje, dobrą rzeczą, a zakazaną przez księży, lecz destrukcyjną siłą, upokarzającą każde Boże dziecko. I więcej, grzech, obok niszczenia relacji z Bogiem i bliźnim, sprawia w człowieku to właśnie, że nie potrafi on właściwie widzieć rzeczywistości. Jest przedziwna zależność między życiem w łasce a trzeźwym osądem rozumu, który pozwala właściwie wybrać! Znów możemy powrócić do nocy paschalnej, kiedy to ciemności świątyni zostają przełamane, zwyciężone blaskiem paschalnej świecy. Ta ciemność, zanim rozbłyśnie światłem, jest przerażająca. Człowiek uświadamia sobie, że nie może zrobić ani kroku, bo nie wie, co go czeka – czy się nie potknie, czy kogoś nie zrani… Nie zna drogi, jest bezradny. I to właśnie pokazuje relacja Chrystusa i ślepca z dzisiejszej Ewangelii. Jezus jest tym, który przywraca wzrok, pozwala widzieć świat, fakty, własne życie takimi, jakie są.

Sposób, w jaki Chrystus uzdrawia ślepca, może wydawać się dziwny, wprost upokarzający. Jezus spluwa i czyni ze swej śliny i piasku błoto, którym okłada jego niewidzące oczy. Jest niczym Stwórca, który ponownie kształtuje człowieka, odnawia jego zepsutą grzechem naturę. Błoto nałożone na jego oczy to również symbol Bożego słowa, które sprawia, że powoli, niełatwo, ten, kto słucha, zaczyna widzieć. Jedynie ono bowiem ma do nas, jako dzieci Kościoła, pełne prawo! Tylko Chrystus ma prawo interpretować nasze życie! Ileż to razy cierpieliśmy, słuchając innych nauczycieli, pozwalając się dotykać innym lekarzom! Ważne jest również posłuszeństwo ślepca. Robi dokładnie to, co nakazuje mu Jezus. Bez dyskusji, bez negocjacji, czy innego mojego „widzimisię”. To także wyzwanie dla naszego indywidualizmu: poddać się Jemu, jedynemu, który wie, co jest dla mnie najlepsze i gdzie znajduje się moje uzdrowienie.

Niech więc nasza droga ku górze Paschy będzie bogata w rozmyślanie nad naszą ślepotą. Nie bójmy się analizować naszego życia, nazywać po imieniu te wszystkie rzeczywistości, które zasklepiają bielmem nasze oczy. Dziś, na tej liturgii, obecny jest Boski Lekarz, światłość świata. Pozwólmy się Mu dotknąć, poprowadzić do obmywających źródeł sakramentów, aby żyć i widzieć naprawdę.